W ubiegłym roku Whoopi Goldberg wydała książkę pod tytułem „Is it me? Or is it nuts out there?”. Na okładce autorka siedzi w publicznej toalecie, a ktoś próbuje przez szparę podać jej kartkę z długopisem, najwyraźniej prosząc o autograf. Sama Whoopi zaznacza we wstępie, że w tej publikacji napisze o tym, o czym nie wypada mówić na spotkaniach w telewizji, ani w trakcie wywiadów, ale co ją bardzo denerwuje. O co właściwie chodzi? O zachowania ludzi w przestrzeni publicznej. Pani Goldberg apeluje o odrobinę dobrego wychowania i ludzkiej życzliwości. Przypomina na przykład, że obsługa samolotu, to też ludzie i niegrzeczne zwracanie się do stewardessy nie poprawi niewygody lotu. Więc może warto by postarać się i nie utrudniać innym podróżowania, czymkolwiek podróżujemy. Według autorki można to bardzo łatwo osiągnąć przestrzegając kilku zasad np. umyć się przed podróżą, zmienić skarpetki, nie wylewać na siebie całej fiolki perfum, nie robić makijażu przy współpasażerach, nie obcinać paznokci (?!) Na co jeszcze zwraca uwagę autorka? Na mnóstwo rzeczy. Pisze o wulgarnych wypowiedziach polityków, agresywnym zachowaniu się kierowców na drogach, beztrosce internautów zostawiających dane w Internecie bez żadnego zabezpieczenia. Dużo w książce Whoopi Goldberg sarkazmu. Myślę, że zawsze znajdzie się coś co nas drażni, ciekawe, że w różnych częściach świata może to być ten sam typ zachowania.
Na koniec mała wyliczanka. Gdzie według pani Goldberg nie należy rozmawiać przez telefon komórkowy:
w kinie
w teatrze
w restauracji
w wagonie pociągu
w kościele
podczas rodzinnej kolacji
w kolejce, jakiejkolwiek kolejce, nikt nie chce tego słuchać
na balkonie hotelowym
przy kasie, kiedy ktoś na ciebie czeka
na spotkaniu w pracy
Ja dodałaby jeszcze: w bibliotece, w tramwaju (szczególnie z głośnym „Co! Co mówisz? No jadę”). Ciekawe, że autorka nie wspomniała nic o „czasoumilaczach”. Nie mają w Stanach tego problemu? Interesujące.
0 komentarze:
Prześlij komentarz